Bibliografia KL Gusen (cz.2) PDF Drukuj

Departament Informacji Delegatury Rządu na Kraj, Sekcja Zachodnia

Opublikowany anonimowo – już w 1943 r. w podziemnym, konspiracyjnym czasopiśmie  – krótki opis sceny z życia w KL Gusen. Relacja ta sporządzona została przez zwolnionego z obozu we wrześniu 1942 r. staraniem swoich przyjaciół, dra Józefa Iwińskiego.


 

Ziemie Zachodnie Rzeczypospolitej – Dodatek Miesięczny Rzeczypospolitej Polskiej nr. 6 (8) listopad-grudzień 1943

Przedziwna spowiedź zesłańca



Ziemie Zachodnie Rzeczypospolitej - nr.6 rok 1943




" W celu konserwacji w obozie koncentracyjnym w Gusen drewnianych baraków, które z daleka świeciły surowością niemalowanych desek, natryskiwano je z zewnątrz roztworem karbolineum i jakichś środków chemicznych, uodporniających na wilgoć drzewo, które przyjmowało niebrudzące brunatne zabarwienie. Pracę tę wykonywała t. zw. „Mahlerkommando”, składająca się raptem z trzech „malarzy” i przewodnika kapa – amerykańskiego Niemca Hugo, największego pijaka , ale zarazem najweselszego i najłagodniejszego kapo w obozie. Do natryskiwania używali oni takich rozpylaczy tornistrowych, jakich zazwyczaj używa się w ogrodach przeciw mszycom i innym szkodnikom.

Zdarzyło się, że podczas impregnowania ścian baraku szpitalnego, stojący na drabinie „malarz” zwrócił uwagę na leżącego w „Revier’ze” tuż pod oknem chorego, który w skupieniu modlił się żarliwie. Odchyliwszy nieco połowę otwartego okna malarz zapytał chorego, co mu dolega.

— Ach kolego, flegmona obu nóg — czuję już bliski koniec.
— A może chcielibyście się wyspowiadać? Jestem księdzem katolickim.
Chory ożywił się. Na jego wynędzniałej twarzy pojawił się uśmiech. Uniósł się na posłaniu i szeptem odrzekł:

— Kolego, zawsze modliłem się o dobrą śmierć, ale nie przypuszczałem nigdy, że dobry Bóg wysłucha mej prośby i tu w obozie w ostatniej chwili przyśle mi kapłana.

I rozpoczęła się przedziwna spowiedź zesłańca. Słuchał jej stojący na drabinie od strony uliczki ksiądz-malarz w sczerniałym od farby drelichu więziennym, ze zbiornikiem rozpylacza na plecach, z metalową rurką w ręku. Wytryskiwały z niej jeszcze resztki rozpylonej, gryzącej, brunatnej cieczy o ostrym zapachu. Pochylony z lekka ku choremu baczył pilnie, aby od obozu nie nadszedł niespodzianie jakiś Niemiec. Z tyłu od uliczki nie groziło żadne niebezpieczeństwo, gdyż tam ja z Gastonem układaliśmy bruk, staliśmy więc niejako na straży. Dalej jeszcze Witaś z księdzem Dylikiem rozbijali ciężkimi młotami kamienie. Żaden z nas nie wiedział jednak wtedy jeszcze, że gdyby na widok SS-mana czy innego Niemca rzucił ostrzegawczy sygnał „woda za barakiem”, przerwałby spowiedź, najoryginalniejszą spowiedź na świecie.
Dowiedzieliśmy się o tym później. „Wody” za barakiem na szczęście nie było.

Następnego dnia chory już nie żył. Zmarł wieczorem tego samego dnia, kiedy ksiądz-malarz z drabiny przez okno udzielił mu odpuszczenia grzechów. Tym malarzem spowiednikiem był ksiądz Mizgalski z Poznania. 


New baracks - KL Gusen, 1940
Nowowybudowane baraki obozowe - wiosna 1940 (Fot.: Erkennungsdienst KL Mauthausen; źródło: Bundesarchiv)
 




---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 



 
Joomla School Template by Joomlashack
School Joomla Templates and Joomla Tutorials